Strona główna / Aktualności / 90. rocznica urodzin Profesora Tadeusza Bobera

90. rocznica urodzin Profesora Tadeusza Bobera

Wielce Szanowny Panie Profesorze, Drogi Jubilacie!

90-lecie Urodzin to piękny jubileusz i w związku z tym pragniemy złożyć Panu Profesorowi Tadeuszowi Boberowi serdeczne gratulacje i wyrazy najwyższego uznania.

Jesteśmy szczególnie uradowani z faktu, że na swojej drodze zawodowej spotkaliśmy tak wspaniałą osobowość, prawdziwy Autorytet, który był i jest nadal nie tylko Nauczycielem i Wychowawcą wielu pokoleń studentów naszej Akademii, ale także twórcą wrocławskiej szkoły biomechaniki i przede wszystkim mężem, ojcem i dziadkiem.

Życzymy Panu Profesorowi wielu dalszych lat udanego, aktywnego życia w zdrowiu i z poczuciem zasłużonej satysfakcji z tego, czego Pan dokonał dla rozwoju Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.

Rektor i cała społeczność
Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu

Tadeusz Bober, urodzony w 1932 w Grudziądzu. dr nnauk kultury fizycznej 1963, habilitacja 1973, profesor zwyczajny 1990. dziekan 1972 –75 (WSWF Gdańsk), rektor 1990-1993 AWF Wrocław. Kier. Zakładu Biomechaniki od 1966, Dziekan Wydz. WSWF w Gdańsku, dyr. Instytutu Sportu AWF we Wrocławiu 1975-1980, kier. Katedry Biomechaniki 1980-2002.

Staże i współpraca międzynarodowa:

  • Penn State University, 1973,
  • The University of Iowa, 1977 i 1988-1989
  • Tokyo University, 1981
  • University of Western Australia, 1995,
  • Brunel University, London 1998

Towarzystwa naukowe i stanowiska z wyboru:

  • International Counsil Ssport Science Physical Education (UNESCO) – Executive Board Member (1992-2002),
  • P. T. Biomech. przewodniczący 1996-2000,
  • Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego 1982-1986,
  • Komitet Nauk o Kulturze Fizycznej PAN (czwarta kadencja),
  • European College of Sport Science, fellow, WTN.

Nagrody naukowe:

  • Naukowa resortowa II stopnia, 1974,
  • Philip Noel Baker Research Award – (ICSSPE), 1988.

Komitety naukowe czasopism:

  • Human Movement (Człowiek i Ruch), Medicina Sportiva, European Physical Education Review, Medicina Dello Sport, The Journal of Human Kinetics, Fizjoterapia Polska, Wychowanie Fizyczne i Sport.

Kierownik projektu pt. Biomechaniczna badania nad statycznym i dynamicznym potencjałem ruchowym człowieka (grupa tematyczna X, w ramach Problemu Węzłowego 10.7 – Optymalizacja systemu kultury fizycznej) w latach 1981– 1990. Inicjator i organizator ogólnopolskich Szkół Biomechaniki (od 1981 do chwili obecnej odbyło się XVII, w tym 7 organizowanych przez ośrodek wrocławski).

Wypromował 16 doktorów nauk kultury fizycznej, wśród wychowanków: 2 doktorów habilitowanych i 1 profesor zwyczajny, 1 associate professor.

Liczba publikacji: 118, książki 2. Odznaczenia: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Komisji Edukacji Narodowej. Laureat nagrody Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola w 1993 r.

„Nasza Słoneczna Uczelnia – Wspomnienia Absolwentów SWF-WSWF-AWF we Wrocławiu” (pod red. Ryszarda Jezierskiego i Antoniego Kaczyńskiego)

Twórca wrocławskiej biomechaniki

– fragmenty wywiadu z profesorem Tadeuszem Boberem – notował Ryszard Jezierski

Jak to się zaczęło? Skąd wziąłeś się we Wrocławiu i nWSWF-ie?

Na studia przywędrowałem z Sopotu. Nie traktowałem uczelni Wychowania Fizycznego jako miejsca uprawiania sportu wyczynowego, gdyż wcześniej uczyłem się w szkole, w której były przedmioty z zakresu żywienia, i myślałem o studiach, a później o pracy na rzecz sportu, ale jako specjalista od spraw żywienia. To był mój główny motyw podjęcia takiego kierunku studiów. Mój wychowawca, Władysław Ejmont, który zresztą później był kierownikiem akademika AWF w Warszawie, skierował mnie do Wrocławia, gdzie na Pilczycach miał znajomych, u których mogłem na początku zamieszkać. Później przeniosłem się do akademika przy ulicy Kotsisa.

Dalej wiadomo – studia, zajęcia od rana do wieczora… Miałeś jeszcze czas na uprawianie sportu i udział w zajęciach zespołu tanecznego niezapomnianej pani Tatiany Pietrow?

W zespole tańczyłem jeszcze kilka lat po studiach a nawet prowadziłem podobny zespół w Wyższej Szkole Rolniczej, w której pracowałem) w studium Wychowania Fizycznego). Prowadzenie zespołu dawało mi dodatkowy zarobek.

Jak pamiętasz, w wielu dyscyplinach musieliśmy zdobywać na zaliczenie trzecią klasę sportową – w gimnastyce, w pływaniu (byłem dobry w żabce), w lekkiej atletyce. Pamiętam skok o tyczce, jak nas profesor Bogdan Berezecki właściwie przerzucał przez poprzeczkę. Na jakiś tam zawodach w skoku o tyczce startowałem razem z Tadeuszem Rutem, znanym wówczas młociarzem i dyskobolem. Najdłużej uprawiałem szermierkę, w której zdobyłem drugą klasę sportową. Trenerem był pan Czesław Ostańkowicz. Zachęcał nas do treningów argumentacją, że w przyszłości można będzie trenować innych i mieć z tego chleb.

Startowałeś we florecie?

Tak we florecie. Ale chyba największe postępy poczyniłem jednak w narciarstwie. Zaczynałem niemal od zera, gdzieś od piątej grupy. Na drugim obozie byłem już  w drugiej, a po studiach zostałem instruktorem-wykładowcą. Mam legitymację z numerem 33. Chyba warto przekazać ją do Centrum Historii AWF-u.

U kogo pisałeś pracę magisterską?

U profesora Czesława Niżankowskiego. Tematem pracy były zmiany wysklepieniu stopy pod wpływem dodatkowego obciążenia. Przyrząd do mierzenia zrobiłem sam. Była to skrzynka z otworami, przez które wystawały gwoździe, przykryte warstwą filcu dającą lekki opór. Na tych gwoździach stawali studenci (bo badania prowadziłem na studentach) i wciskali je w dół. Pozostawione wystające gwoździe dawały przestrzenny obraz wysklepienia stopy.

Mam nadzieję, że stawali na łebkach gwoździ?

Gwoździe były gładko spiłowane. Te badania stanowiły część dużego projektu prowadzonego przez profesorów Adama Wankego i Czesława Niżankowskiego, a dosyć ciekawe wyniki były później opracowywane i publikowane.

Tak więc studia, studia i po studiach…

Już na trzecim roku studiów byłem wolontariuszem w Zakładzie Anatomii. Wtedy wielu studentów z trzeciego roku – stypendystów naukowych – było wolontariuszami w różnych zakładach. Nawet mi się to podobało, ale etatu nie było i wziąłem skierowanie do pracy w ośrodku rehabilitacyjnym na Poświętnem. Było to w roku 1954.

Wtedy obowiązywały nakazy pracy.

Nakaz pracy dostałem właśnie do szpitala rehabilitacyjnego na ulicy Poświęckiej, ale w ogóle nie byłem do tego przygotowany. Poza tym psychicznie niezbyt dobrze się czułem, po prostu nie odpowiadało mi to. Doktor Zbigniew Krynicki zgodził się na moje odejście i po dwóch czy trzech miesiącach przyniosłem się do WSR, gdzie był wolny etat w Studium Wychowania Fizycznego. Po roku zostałem zastępcą kierownika Studium, któremu szefował magister Zdzisław Wiech. W tym czasie uzyskałem też magisterium. Z pracy w „anatomii” w WSWF-ie odszedł magister January Jaśkowski i po dwóch latach, to jest w 1956 roku, wróciłem tam na asystenturę. Dołączyłem do koleżanki z roku Neli Jarosińskiej (bezpośrednio po studiach została asystentką) i do Antoniego Janusza, który z kolei przyszedł z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Po powrocie na uczelnię zostałeś już na stałe w Zakładzie Anatomii.

Tak, ale sprawdzałem kiedyś w indeksie i przypomniałem sobie, że ten przedmiot nazywał się „anatomia z biomechaniką”. Już wówczas się tym interesowałem. A to za sprawą ówczesnego pracownika Zakładu Fizjologii doktora Bolesława Buły który podsunął mi książkę Władysława Szabuniewicza z ciekawym opisem mechaniki mięśni. Najbardziej interesowała mnie anatomia funkcjonalna. Jak już wprowadzono przedmiot biomechanika, to wraz z przyjściem na Uczelnię profesora Tadeusza Marciniaka został wydzielony z Zakładu Anatomii Zakład Biomechaniki i wtedy zostałem asystentem profesora.

W latach pięćdziesiątych nie było w programie studiów biomechaniki jako odrębnego przedmiotu.

Profesor Marciniak przyszedł w 1961 roku i wtedy powstał samodzielny Zakład Biomechaniki. Nawiasem mówiąc, u profesora Marciniaka pisałem rozprawę doktorską.

Byłeś więc współtwórcą Zakładu Biomechaniki i chyba w ogóle biomechaniki jako takiej na naszej Uczelni.

Tak można to określić. Pamiętam jak przyjeżdżał tu doktor Kazimierz Fidelus, który był świeżo po studiach w Moskwie (tam robił aspiranturę). Jeździł po uczelniach wychowania fizycznego i konsultował programy nauczania. Przetłumaczono też z języka rosyjskiego pierwszy z prawdziwego zdarzenia podręcznik z biomechaniki Dońskiego. Tak to się zaczęło.

Tadeusz Bober – Moje obowiązki rektorskie

Jubileusz 75-lecia Uczelni jest okazją do podsumowań, pokazania osiągnięć (niekoniecznie porażek), a ważnym elementem takich okazji rocznicowych jest zawsze wzmocnienie więzów absolwentów z macierzystą szkołą. Jestem jej częścią w różnym wymiarze: od studenta po nauczyciela, kierownika zakładu, profesora, wreszcie rektora. Od postawienia pierwszych kroków (egzamin wstępny w 1951 r.) na obiektach przy ul. Witelona do pozycji profesora emeryta minęło 70 lat.

Zacznijmy od końca. Moja trzyletnia kadencja rektorska miała miejsce w latach 1990-1993. Zaczęło się od swego rodzaju nieformalnych prawyborów przeprowadzonych przez „Solidarność”. W tym sondażu byłem zdecydowanym faworytem, co skłoniło mnie do kandydowania na pozycję pierwszego wśród równych, Primus Inter Pares. O tej maksymie warto wciąż pamiętać, a czy jej sprostałem na tym stanowisku, ocena nie należy do mnie. Okres każdej kadencji rektorskiej, choć z pozoru organizacja lat i semestrów akademickich są podobne do siebie, ma też swoją specyfikę. W tym kontekście warto sięgnąć do niedalekiej naszej historii i przypomnieć, że rok 1990 był początkiem zmiany ustroju społecznego, politycznego i gospodarczego w Polsce. Właśnie wtedy wróciłem po rocznym pobycie w Colorado State University i University of Iowa. Nie były to sprzyjające okoliczności do objęcia odpowiedzialnej funkcji na Uczelni. Wydawało się, że mam szerokie horyzonty i spojrzenie na szkolnictwo akademickie, ale to nie były te doświadczenia, na których mogłem się oprzeć. Ze zmianą ustroju zbiegła się katastrofa gospodarcza. Polska była ekonomicznym bankrutem. Nowy rząd, nowi ministrowie i w większości ci sami urzędnicy z jednej strony to dobrze, bo byli obyci w administracji, ale byli również niepewni swego i zagubieni w swej pozycji wobec przełożonych. Od rektora oczekuje się w pierwszej kolejności sprawnego gospodarowania, co oczywiście nie jest jego specjalnością. Ale takie są założenia i praktyka akademicka. Skompletowanie zespołu współpracowników w zasadzie przebiegło sprawnie, może poza jedną odmową, której podtekstu wtedy nie wyczuwałem, co miało swoje konsekwencje (!). Stworzony układ administracji akademickiej był nietypowy; był jeden wydział WF, wydawało się więc, że obowiązki prorektora ds. dydaktyki i dziekana będą się dublować, stąd nie było tej ostatniej funkcji. Zespół w składzie: prorektor dr hab. Gabriel Łasiński oraz prodziekani: dr Marek Woźniewski (studia dzienne), dr hab. Tadeusz Koszczyc (sprawy studenckie) i dr Andrzej Bugajski (studia zaoczne) stanowił dobrą, kompetentną stronę ekipy. Z inicjatywy prorektora egzamin wstępny i cała procedura naboru została skrócona z trzech tygodni do trzech dni. Natomiast do końca kadencji nie udało się pozyskać sprawnego głównego administratora. Pierwsze zderzenie: chwalę się przed gronem współpracowników i gości, że jesteśmy właścicielami obiektów Stadionu Olimpijskiego, ale nie uwzględniam, że to nie majątek, tylko koszty. Jeszcze kilka kadencji minie, zanim naprawdę ten dar będzie nam pięknie służył.

Obiektów, które były w zasadzie obciążeniem, choć czasami pożytecznym, było więcej. Porządki zaczęły się m.in. od wynajmowania obiektów, by zaoszczędzić na etatach. Wraz ze zmianami w kraju znikały z programu kolejne obszary dydaktyczne, takie jak szkolenie wojskowe i ekonomia polityczna, co wymagało korekty programu studiów. Na początku kadencji odbierałem świeżo ukończony pawilon nr 1, bardzo pożyteczny dla dydaktyki. Dużym zastrzykiem w kadrze zespołu dydaktyczno-naukowego były stopnie doktora habilitowanego uzyskane przez Marka  Zatonia, Tadeusza Koszczyca, Tadeusza Skolimowskiego i Marka Woźniewskiego, przypadające na moją kadencję. To wzmocnienie kadrowe na szczeblu profesorskim pozwoliło w następnej kadencji na powołanie drugiego wydziału – Wydziału Fizjoterapii. Okres rektorski to szczególny czas poznania wielu eminentnych postaci, podglądania rozwiązań różnych problemów, przede wszystkim gospodarczych wynikających ze zmiany ustroju państwa. To też czas uczenia się szerszego spojrzenia na sprawy akademickie w kontekście ogólnej gospodarki krajowej. W tym czasie utrzymywano bardzo ożywione kontakty z rektorami innych uczelni wrocławskich i krajowych oraz z władzami miasta. Wymiana doświadczeń była nie do przecenienia. Uroczyste inauguracje bądź inne uroczystości akademickie w Auli Leopoldyńskiej dodawały splendoru, ale i poczucia wspólnoty wrocławskiego środowiska naukowego. Z innych uroczystości uniwersyteckich w auli załączam sentymentalne zdjęcie z żoną zrobione z okazji otrzymania nagrody rektorów Wrocławia i Opola.

Zanim doszedłem do tych obowiązków i zaszczytów, były studia i egzaminy, które zdawałem m.in. u pierwszych rektorów profesorów Andrzeja Klisieckiego, Tadeusza Marciniaka, Czesława Niżankowskiego i Jana Konopnickiego. Pierwszym progiem na drodze akademickiej był doktorat. Promotorem był prof. Tadeusz Marciniak, a obrona w roku 1963 miała miejsce w warszawskiej AWF (nasza Uczelnia jeszcze wtedy nie miała takich uprawnień). Podczas prezentacji (plakatowej) zgasło światło i musiałem posłużyć się świecą. Zdawałem sobie sprawę z tego, że komisja niewiele widzi z tej prezentacji. Ale znalazł się pewien spostrzegawczy członek komisji, który zauważył błąd w pracy i trzeba się było bronić, bo to w końcu obrona.

Od doktoratu moją specjalnością i pasją stała się biomechanika. Siedemdziesiąt lat temu zdawałem egzamin wstępny, m.in sprawnościowy, na stadionie przy ul. Witelona. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł, by zaproponować garstce moich koleżanek i kolegów (pozostałych z 160 dziewcząt i chłopców) „powtórzenie” egzaminu wstępnego. Jest to trochę żart, jeśli uwzględnimy wiek oraz nasz stan zdrowia i sprawności. Jest to żart, ale i szczypta sentymentu. Oczywiście nie jesteśmy w stanie powtórzyć testu sprawności ani przebiec 1000 m w czasie około 3 minut, ale czyż nie będzie akceptowalną zabawą i oceną naszych możliwości spacer wokoło stadionu w 10 minut? Daleko do sprawności z 1951 r., ale chcemy podjąć taką próbę i być w zgodzie z wpojonymi nam naukami naszego Nauczyciela i założyciela Szkoły prof. Andrzeja Klisieckiego. Niech to będzie z naszej strony potwierdzeniem przejęcia głoszonej przez Niego tezy o związku ruchu, wychowania fizycznego ze zdrowiem oraz uczczeniem Jego pamięci.

„Słoneczna Uczelnia – Akademia Wychowania Fizycznego we Wrocławiu 1946-2016 w anegdotach i wspomnieniach, dr H. Nawara

„Kanapka”

Pewnego dnia wczesnym rankiem Tadeusz Bober otworzył drzwi do swojego gabinetu w Katedrze Biomechaniki i zapytał mnie niepewnie:

– Pani Aniu, czy ja przypadkiem nie zjadłem pani kanapki?

– Nie, panie profesorze.

– Bo widzi pani, włożyłem rękę do kieszeni swojego płaszcza i znalazłem tam kanapkę, którą przed chwilą zjadłem…

Roztargniony profesor przez pomyłkę zjadł kanapkę swojego asystenta.

Strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu niezbędnym do prawidłowego działania serwisu, dostosowania strony do indywidualnych preferencji użytkownika oraz statystyk. Wyłączenie zapisywania plików cookies jest możliwe w ustawieniach każdej przeglądarki internetowej, dzięki czemu nie będą zapisywane żadne informacje. Polityka prywatności

Przewiń do góry