Akademia Wychowania Fizycznego we Wrocławiu
Proszę czekać
Nie znaleziono wyników
Podaj minimum 3 znaki
Facebook Youtube Twitter Instagram LinkedIn Biuletyn Informacji Publicznej AWF Wrocław

Wywiad z Natalią Kaczmarek - złotą i srebrną medalistką Letnich Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020

25.08

Szanowni Państwo, zapraszamy do przeczytania wywiadu z Natalią Kaczmarek, Mistrzynią Olimpijską, studentką AWF Wrocław. Wywiad został przeprowadzony w pierwszym tygodniu po powrocie Pani Natalii z Tokio przez zespół Biura Promocji dr Edytę Pieniacką i Elżbietę Jakubczak. Gościnnie kilka pytań zadał Prorektor ds. Organizacyjnych i Współpracy z Otoczeniem dr Ireneusz Cichy.

 

Przede wszystkim bardzo Pani gratulujemy. Medal olimpijski, a w Pani przypadku dwa, to spełnienie marzeń każdego sportowca.
Co czuła Pani stojąc na najwyższym podium i słuchając Mazurka Dąbrowskiego?

Medal olimpijski to jest spełnienie marzeń każdego sportowca. Zawsze moment, kiedy podczas zawodów międzynarodowych odgrywany jest Hymn Polski jest niesamowity. Usłyszenie go podczas Igrzysk Olimpijskich wywołuje jeszcze większe emocje. Oczywiście pojawiło się wzruszenie i łezka się w oku zakręciła, ale to zupełnie normalne. Jest to niesamowita chwila.

Czy w 2016 r. kiedy odbywały się Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro, przypuszczała Pani, że być może zostanie Pani mistrzynią olimpijską w Tokyo?

Nie, absolutnie tak nie pomyślałam. 2016 rok to był mój początek przygody ze sportem, trenowałam wówczas dopiero ok. 3-4 lata. W tym czasie właśnie przyjechałam do Wrocławia, zmieniłam trenera i rozpoczęłam poważne podejście do treningów biegowych. Zupełnie nie myślałam wówczas, że mogę jechać na Igrzyska Olimpijskie, nie sądziłam że może to być taki cel. Oczywiście było to moim marzeniem wziąć udział, poczuć tę atmosferę, ale nie myślałam o tym realnie. Tym bardziej o zdobyciu medalu.

Pracuje Pani z panem Markiem Rożejem od 2016 roku?

Tak, pracuję z Panem Markiem od 2016 roku, rozpoczęliśmy współpracę po Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Jakie relacje panują między Panią a trenerem? Jakim trenerem jest Pan Marek Rożej?

Mamy bardzo dobry kontakt ze sobą, na pewno jest profesjonalny w kontaktach trener- zawodnik. Często na treningach panuje luźna atmosfera, nie ma nadmiernego napięcia. Trener wie jak do mnie dotrzeć, zawsze wie, co powiedzieć, jaki trening dobrać do mnie. Wszystko bardzo dobrze się układa.

Jak to się stało, że trafiła Pani pod opiekę trenerską Marka Rożeja?

Moja siostra kiedyś trenowała bieganie i znała się z Markiem Plawgo, który natomiast dobrze zna się z Panem Markiem Rożejem. Kiedy usłyszał, że zmieniam miejsce i szukam nowego trenera, namówił mnie, żebym zdecydowała się na Pana Marka.

Kiedy narodziła się u Pani miłość do sportu? Czy od zawsze była Pani sportowcem? Jakie były początki Pani kariery?

To u mnie raczej rodzinne. W moim domu każdy interesował się sportem. Moja starsza siostra trenowała, mój brat również. Moi rodzice zawsze byli aktywni i bardzo zachęcali mnie do sportu. Kiedy byłam młodsza trochę grałam  w siatkówkę, chodziłam na basen. Bardzo dużo rzeczy próbowałam i rodzice kierowali mnie do sportu, ale nie trenowałam nic profesjonalnie. Kiedy zaczęłam chodzić do liceum wówczas trener mnie zauważył i zaczęłam trenować bieganie.

Źródło: Sport w SPORT.INTERIA.PL, fot. R. Jóźwiak, (Cyfrasport, Nwespix) 

Można zatem powiedzieć, że dosyć późno ukierunkowała się Pani na bieganie.

Tak, późno zacząłem trenować. Miałam 16 lat, wcześniej cały czas też się ruszałam więc nie zaczynałam od zera. Taki profesjonalny trening rozpoczęłam właśnie wtedy.

To jest też taki komunikat dla osób które mają po 14-15 lat i myślą, że to już jest za późno, żeby w ogóle zacząć uprawiać sport profesjonalnie i  w tak szybkim tempie osiągnąć taki sukces jak Pani.

Myślę, że na bieganie na pewno nie jest za późno. W niektórych sportach może faktycznie trzeba wcześniej troszkę zacząć. Gimnastyka jest takim sportem, czy tenis, tam raczej szybko się zaczyna. Natomiast lekkoatletyka nie jest jednym z takich sportów. Jest nawet taka ciekawostka, że w Igrzyskach startowała zawodniczka, która zaczęła trenować profesjonalnie bardzo późno, w wieku ok. 33 lat już po urodzeniu dziecka i zajęła 10, miejsce w maratonie. To duże osiągnięcie.

Jakie znaczenie miało dla Pani przesunięcie Igrzysk Olimpijskich o rok? Czy to pomogło w jeszcze lepszym przygotowaniu, czy wręcz zmusiło do utrzymania formy?

Kiedy dowiedzieliśmy się z trenerem o przełożeniu Igrzysk Olimpijskich, oboje stwierdziliśmy zgodnie, że to raczej może mi pomóc. Dziewczyny, które biegają w Polsce na dystansie 400 m jednak są troszkę starsze ode mnie. Wiedziałam, że jestem najmłodsza, więc każdy rok może mi pomóc, a nie zaszkodzić. Dojdę do lepszej formy, bo nie mam problemów z kontuzjami i  będzie to dla mnie tylko rok dodatkowej pracy.

Widać to było po osiągnięciach jeszcze przed Igrzyskami. Obserwowaliśmy Pani starty. Jako jedyna zawodniczka z Polski  zdecydowała się Pani na start  w Diamentowej Lidze w Gateshead.

Tak, miała być jeszcze Justyna Święty-Ersetic, ale zrezygnowała ze względu na problemy ze zdrowiem. Ja byłam jedyna i to był pierwszy mój start na najbardziej prestiżowym cyklu mityngów

Chyba pierwszy na arenie międzynarodowej?

Startowałam wcześniej na mityngach międzynarodowych, ale to jest specyficzny cykl, to jednak najbardziej elitarne zawody w lekkoatletyce. Byłam czwarta, więc wydaje mi się że jest to dobre osiągnięcie. Pobiegłam troszkę wolniej od mojego rekordu życiowego i to nie był najszybszy bieg, ale nie na każdym starcie można robić życiówkę (przyp. red.: rekordy życiowy - bieg na 400 m stadion – 50,72 sek., 25 czerwca 2021, Poznań,  4. wynik w historii polskiej lekkoatletyki).

Czy Pani woli starty indywidualne czy w sztafecie? Czy jest dla Pani ważne na której zmianie  biegnie w sztafecie i jak to się dzieje, że startuje się w sztafecie na konkretnej pozycji?  W sztafecie żeńskiej 4x400 m była Pani na pierwszej zmianie, w sztafecie mieszanej na drugiej.

Jest duża różnica między startami indywidualnymi a sztafetą. Jak dla mnie indywidualne są obarczone mniejszym stresem, bo tam biegam tylko dla siebie i jak mi nie wyjdzie to jest to moja sprawa. W sztafecie biega się dla innych, dla całej drużyny i to trochę bardziej stresujące. Wydaje mi się, że jednak też bardziej motywujące. W biegach sztafetowych często biega się szybciej właśnie ze względu na tę większą motywację. Biega się dla kogoś. Wiem, że muszę pobiec jak najszybciej, żeby jak najszybciej oddać pałeczkę komuś, aby na nowej zmianie było jak najłatwiej. Biegałam różne zmiany w tym roku. Biegłam drugą zmianę w sztafecie mieszanej, pierwszą zmianę w sztafecie żeńskiej, wcześniej też biegałam ostatnią zmianę na Mistrzostwach Świata Sztafet. Ostatnia zmiana jest dosyć stresująca, bo trzeba obronić pozycję. Trzeba też przyznać, że później można zbierać z tego jak największe laury, bo gdy dowiezie się pałeczkę na odpowiednie miejsce, to większe zasługi przypisuje się tej ostatniej osobie. Pierwsza zmiana jest dla mnie super, wówczas bardzo się cieszę, że mam bieg już za sobą i mogę oglądać i kibicować.

Czy brak publiczności w Tokyo wpłynął na poziom stresu? Jak inni zawodnicy odnosili się do tej kwestii?

Rozmawiałam z Justyną Święty-Ersetic, która mówiła, że na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie przy wejściu na stadion była ogromna wrzawa i to powodowało u niej duży stres. Dla mnie to, że nie było publiczności może faktycznie było troszkę mniejszym obciążeniem psychicznym. Kiedy biegnę, to i tak nic nie słyszę i jestem wyłączona. Fakt, samo wyjście na stadion było troszkę łatwiejsze, nie było czuć tej presji, ponieważ nie dało się odczuć, że jest to tak wielka impreza.

 

Źródło: Sport w SPORT.INTERIA.PL, fot. PAP/EPA 

Co Panią zaskoczyło najbardziej w tym okresie przygotowawczym kiedy Pani była już w Japonii? Czy  warunki były tak stworzone, że czuła Pani absolutnie pełen komfort i czekała Pani tylko na swój start? Jak warunki atmosferyczne wpłynęły na Pani starty?

Warunki atmosferyczne na pewno nie pomagają, zwłaszcza przy biegach długich ze względu na dużą wilgotność i wysokie temperatury. Dla nas sprinterów, nie był  to taki duży problem. Jeżeli chodzi o presję. My w wiosce olimpijskiej chyba byliśmy najdłużej, bo przyjechaliśmy na początku. Start naszej sztafety mieszanej w eliminacjach odbywał się pierwszego dnia, natomiast start sztafety żeńskiej był ostatniego dnia igrzysk. Czy czułam jakąś presję? Nie bardzo. Mieszkałyśmy razem z ośmioma dziewczynami i ogólnie było raczej wesoło. Cały czas coś działo i muszę przyznać, że czas bardzo szybko mi zleciał. Myślałam, że między startami będę czekać, tymczasem nawet nie miałam czasu na oczekiwanie, bo ciągle coś robiliśmy, cały czas coś się działo.  Nie odczuwałam zatem żadnej presji.

Jeszcze jedno pytanie dotyczące sztafet. W biegu eliminacyjnym jest inny skład niż w biegu finałowym.  W obu przypadkach i w sztafecie mieszanej i żeńskiej wiemy, że wynikało to z Pani startu indywidualnego w biegu na 400 m, zatem chodziło pewnie o zaoszczędzenie sił. Czy był moment zawahania, że może Pani w finałowej sztafecie żeńskiej nie pobiegnie? Czy trener zdecydowanie typował skład finałowy sztafety żeńskiej? Zawodniczki w eliminacjach bardzo dobrze pobiegły. Czy Pani wiedziała, że wystartuje w obu sztafetach w biegach finałowych?

Skład sztafet mieszanych był z góry ustalony w kolejności od Mistrzostw Polski. W sztafecie żeńskiej również wiedziałam, że wystartuję w finale. Takie były założenia z góry, że zostaję na finał i będę biegać tylko jeszcze nie wiadomo za kogo. To było wiadomo, bo jednak cały sezon biegałam równo, nie przegrałam z żadną z Polek i udowodniłam, że jestem w swojej najwyższej formie. W biegu indywidualnym w Tokyo także pobiegłam na wynik, do którego żadna z dziewczyn się nie zbliżyła w tym sezonie, zatem nie było opcji, żebym nie startowała w sztafetach finałowych.

Czy kolejność startu w sztafecie finałowej żeńskiej i Pani pozycja jako rozpoczynającej bieg była dla Pani zaskoczeniem? Justyna Święty-Ersetic nie była w życiowej formie. Patrząc na bieg finałowy, gdyby trwał jeszcze 50 metrów więcej, to obserwując miało się wrażenie, że wola walki wygrała z jej dyspozycją dnia, co pozwoliło na zdobycie srebrnego medalu.

Rzeczywiście dużo osób było zaskoczonych tym  układem i większość spodziewała się, że właśnie ja pobiegnę ostatnią zmianę. Mnie natomiast pasowało ustawienie na pierwszej zmianie. Po zastanowieniu doszłyśmy do wniosku, że taki układ był bardzo dobry, bo chyba żadna z dziewczyn nie wyszłaby tak szybko z bloku. Miałyśmy komfort zmieniania się z przodu, bez przepychanek, każda z nas mogła biec swoją zmianę. Justyna rzeczywiście nie była w życiowej formie. Ona jednak bardzo dobrze biega ostatnią zmianę, wie jak się na niej zachować, nie czuje presji ponieważ wiele razy ją biegała z dobrymi zawodniczkami. To, jak pobiegła, to była specjalna taktyka. Widziała, że mamy przewagę więc wiedziała też, że ma zawodniczki na swojej zmianie które indywidualnie biegają po 49s, wystartowała zatem z pewną rezerwą, żeby zostawić siły na koniec i ewentualnie odeprzeć atak.

Fot. K. Atys, Agencja Gazeta

Jak duży wpływ na wyniki ma technika biegu? Czy dużo czasu poświęca Pani na odpowiedni trening techniczny?

Moim zdaniem technika biegu ma wpływ na wynik.  Moja technika na pewno nie jest idealna, cały czas nad nią pracuję. Jest na pewno lepiej niż było kilka lat temu. Prawda jest taka, że każdy ma inną optymalną technikę dla siebie. Niestety nie zawsze dążenie do ideału będzie skutkowało tym,  że nasze wyniki będą lepsze. Czasem jest to robienie czegoś na siłę, co nie zawsze przynosi taki efekt jaki byśmy chcieli. Każdy musi dopracować optymalną technikę dla siebie i zobaczyć też co jest dla niego najbardziej ekonomiczne i jak on się najlepiej czuje. Ja cały czas nad tym pracuję, mój trener też przykłada do tego wagę, bo jest to ważne. Na pewno wiele się zmieniło,  uważam, że technika nadal nie jest idealna, ale jeżeli chodzi o krok biegowy to już jest bardzo, bardzo dobrze.

A czy odpowiednie przygotowanie mentalne, psychologiczne może zdecydować o wyniku zawodnika? Jak pani się przygotowuje psychologicznie? Czy ma pani swojego osobistego psychologa?

Przygotowanie mentalne jest na pewno bardzo ważne, bo wielu zawodników przegrywa właśnie ze stresu, czy nakładając na siebie zbyt dużą presję. Doświadczeni zawodnicy może mniej, ale ci którzy startują pierwszy raz na igrzyskach mogą sobie nie poradzić z presją itd. Ja bardzo dużo nad tym pracuję. Współpracuję z psychologiem Janem Blacharzem ze związku sportowego. Także dużo sama pracuję nad sferą psychologiczną. Wykonuję różne wizualizacje, medytacje. Staram się skupić właśnie na tym obszarze mentalnym i traktuję to jako dodatkowy trening.

A ten moment koncentracji tuż przed startem, kiedy jest Pani już przy blokach startowych, czy ma Pani jakiś swój sposób na to? Muzyka, wyciszenie?

Mam takie swoje słowa, które sobie powtarzam i tylko na tym się skupiam. Na tym co jest tu i teraz. Innych specjalnych technik nie mam.  To pomaga w koncentracji, w skupieniu się. Dzięki temu, że skupiam się na tych słowach, na tym co mam zrobić, nie koncentruję się na stresie, na presji czy na czymkolwiek innym. Po prostu skupiam się na swoim biegu.

Proszę nam opowiedzieć coś o życiu w wiosce olimpijskiej. Czym była pani zaskoczona mile? A może były jakieś niemiłe niespodzianki?

Pierwszy raz byłam na imprezie sportowej, gdzie mieszka się w takim miejscu wspólnie ze wszystkimi zawodnikami. Nie byłam wcześniej na uniwersjadzie ani na igrzyskach młodzieżowych czy zwykłych, więc nie mam nawet porównania. Kiedy przyjechaliśmy duże wrażenie zrobiła na mnie ogromna liczba ludzi w jednym miejscu, super atmosfera. Na  igrzyskach panuje taka atmosfera, że nawet kiedy się nie znamy w polskiej ekipie, to pozdrawiamy się, wspieramy się nawzajem. Po zdobytych medalach były takie spotkania, przywitanie medalistów, gdzie wszyscy gratulowali, bili brawo. Z zagranicznymi sportowcami nie ma się aż tak dużego kontaktu, ale każdy wobec siebie jest miły. Jak dla mnie było lepiej niż się spodziewałam, z tego względu, że trochę nas straszyli obostrzeniami, że nie będzie można nigdzie wyjść, z nikim się spotykać się itd. Stołówka była wspólna dla wszystkich,  mieliśmy ze sobą kontakt, nie było aż tak strasznie.  Oczywiście musieliśmy nosić ze sobą wszędzie maseczki i codziennie rano musieliśmy wykonywać testy i przekazywać do badania.

Fot. K. Atys, Agencja Gazeta

Czy potwierdza Pani, że ta bieżnia w Tokyo miała w sobie coś, że była szybka? Czy zauważyła Pani jakąś różnicę? Czy raczej kondycja i przygotowanie większości zawodników i szykowana forma na igrzyska była najmocniejsza, stąd mogą łączyć się te dwa fakty?

Myślę, że wszystko miało na to wpływ. Na pewno forma wszystkich zawodników była bardzo wysoka. Na igrzyskach  zazwyczaj padają najlepsze wyniki ze wszystkich czterech lat pomiędzy olimpiadami. Zakładam, że bieżnia też była dobra, bo te wyniki były niesamowite, chociaż jak się biegło nie było takich odczuć. Biegło się po prostu normalnie.

Czy dla Pani spotkanie z takimi osobami jak jedenastokrotna medalistka Igrzysk Olimpijskich Allyson Felix to jest duże wrażenie? Czy w momencie kiedy stoi Pani na bieżni, już po swoim biegu i widzi że koleżanka dogania multimedalistkę, czy to robi wrażenie? To były jej ostatnie Igrzyska Olimpijskie, dla Pani pierwsze. Czy obecność takiego autorytetu wywołuje emocje, czy ma Pani doświadczenie z innych zawodów, mityngów gdzie spotyka tylu sportowców i nie wpływa to jakoś szczególnie?

Na bieżni na pewno się o tym nie myśli. Nie patrzy się na zawodników, tak naprawdę trzeba rywalizować i nie myśleć, że ktoś jest lepszy, ma większe osiągnięcia i myśleć  o tym w czasie biegu, bo to mogłoby się źle skończyć.  Poza bieżnią, na rozgrzewce na mnie ogromne wrażenie robiła obecność  tak wielu utytułowanych sportowców. Cieszyłam się z tego, że mogłam ich spotkać i startować z nimi.

Podsumowując temat igrzysk. Czy miała Pani jakieś wyobrażenia, czy spełniło się to, co sobie Pani zwizualizowała? Jakie doświadczenia wyniosła Pani z igrzysk w Tokyo?

Tak jak sobie wyobrażałam wioskę olimpijską, można powiedzieć było podobnie. Jeżeli chodzi o stadion to trudno powiedzieć. Brakowało kibiców, na pewno nie było takiej atmosfery jaka powinna panować na igrzyskach. Po roku jednak przyzwyczailiśmy się już trochę do takiej formy zawodów.

Źródło: archiwum prywatne

Udział w takiej imprezie sportowej powoduje, że sportowiec zyskuje bardzo wiele jeśli chodzi o doświadczenie i umacnianie się, wiara we własne siły.  Jak to wygląda w Pani przypadku?

Igrzyska Olimpijskie to jest największa impreza na świecie, startują najlepsi zawodnicy i każdy najbardziej szykuje się do tych zawodów, więc na pewno to jest wielkie doświadczenie.  Dla mnie jest to ogromne wyróżnienie i cieszę się, że mogłam z najlepszymi sportowcami rywalizować jak równy z równym. Myślę, że na pewno od teraz będę dużo pewniejsza siebie w kolejnych zawodach.

Bierze Pani udział w sukcesach pokoleniowych, jak niektórzy mówią trafiła Pani na dobre roczniki. Czy widzi Pani teraz, patrząc w perspektywie na zmianę pokoleniową nawet w waszej sztafecie, potencjał w przypadku biegu na 400 m? Jest Pani spokojna o kolejne igrzyska za trzy lata?

Myślę, że dziewczyny już są świetne i pojawiają się także młode zawodniczki. Kornelia, która ma dopiero 17 lat, uważam, że cała kariera dopiero przed nią, czy Kinga. Sądzę, że dziewczyny też nie skończą w tym roku, tylko może za rok, może za dwa. Jeżeli one będą jeszcze cały czas trenować, a młode dziewczyny będą starały się im dorównać, to w zupełności wystarczy. Może przez chwilę będzie tak, że sztafeta troszeczkę spadnie, ale szybko się odbuduje nie będzie widać znaczącej straty.

Jest Pani obecnie na drugim stopniu studiów na kierunku Sport i ukończone ma pani 3-letnie studia pierwszego stopnia na kierunku Fizjoterapia.  Jak się Pani czuje na naszej uczelni?

Dobrze, studia magisterskie na Sporcie na razie odbywały się w trybie zdalnym. Studiowanie na Fizjoterapii, oprócz kilku ciężkich zaliczeń, wspominam bardzo dobrze.

Z jakiego powodu wybrała Pani AWF we Wrocławiu? Czy były jakieś kryteria wyboru?

Podczas aplikowania na studia,  kierowałam się przede wszystkim wyborem trenera i miejscem z zapleczem treningowym. W Gorzowie, gdzie trenowałam, nie było dobrych warunków, ponieważ nie było stadionu, więc stąd m.in. mój wybór padł na Wrocław.

Czy w  Pani w rodzinie, jak już wiemy - rodzinie sportowców - ktoś szczególnie Panią zaraził tą pasją do biegania? Kto miał największy wpływ na wybór tej ścieżki sportowej w Pani życiu?

Moja starsza siostra, która trenowała, a ja ją obserwowałam. Bardzo mi się podobało to, co robi, chociaż trenowała krótko, ale miała do tego talent. I chyba dlatego chciałam być tak jak ona sportowcem.

Czy wzorem Pana Rafała Omelki planuje Pani dalszy rozwój naukowy po zakończeniu studiów magisterskich? Ma pani przed sobą ostatni, piąty rok studiów.

Szczerze mówiąc nie myślę o tym, nie wiem czy się podejmę. Jest to jednak trudne łączyć studia ze sportem. Na razie chcę skończyć studia magisterskie i wtedy może przemyślę co dalej. W tej chwili nie jestem zdecydowana.

Pani absolutny idol, wzorzec sportowy to…

Zawsze moją idolką była Allyson Felix, która zdobyła teraz swój jedenasty medal Igrzysk Olimpijskich. Ogólnie medali w imprezach międzynarodowych ma chyba ok. pięćdziesięciu. Biegała wcześniej na dystansie 200 m, później przeszła na starty na 400 m.  Teraz było mi dane z nią wystartować. Zdobyła medal w biegu indywidualnym, bardzo jej kibicowałam i ogromnie cieszyłam się  z tego, że wróciła i udało jej się stanąć na podium. Zdecydowanie ona była dla mnie zawsze autorytetem.

Jak spędza Pani wolny czas, poza treningami?

Nie mam zbyt dużo czasu wolnego. Lubię oglądać seriale, czytać książki. Od roku mam psa i moim ulubionym zajęciem poza treningami jest wychodzenie z nim na spacer. Zabieram go ze sobą, gdzie tylko mogę, nawet na większość polskich obozów.

Ulubiony film albo książka?

Ulubionych filmów typowo nie mam. Oglądam raczej z doskoku. Jeżeli chodzi o książki, najbardziej lubię kryminały, ale jest ich tak wiele, że konkretnej nie mam ulubionej.

Najtrudniejszy przedmiot na studiach?

Na Fizjoterapii to ortopedia i traumatologia, na Sporcie zajęcia miałam na razie tylko zdalnie. Bardzo miło wspominam pedagogikę ze względu na panią prowadzącą zajęcia. Mieliśmy zajęcia z panią Renatą Mauer-Różańską. Może przedmiot ten nie jest tak bezpośrednio związany ze sportem, ale sam kontakt z nią sprawia ogromną przyjemność.

Jak wygląda Pani dzień?

To zależy czy jestem w domu, czy też na zgrupowaniu. Na zgrupowaniu trenujemy dwa razy dziennie, więc wtedy jest mniej czasu. Mój normalny dzień ustawiam pod trening. Kiedy mam zajęcia, trening odbywa się na przykład po południu. Zależy to oczywiście od tego jaki mam rodzaj treningu i w jakich godzinach najlepiej go przeprowadzić. Na trening poświęcam ok. dwóch godzin, czasem mniej, czasem więcej. Zależy to od tego w jakim okresie jesteśmy i jaki jest to trening. Przykładowo siłownia zimą zajmuje mi czasem do trzech godzin. Teraz latem treningi czasami robię w półtorej godziny, bo jest to dużo mniejsza objętość. Czasem chodzę do fizjoterapeuty, mam spotkania z psychologiem, czasem sama idę się gdzieś zregenerować np. na basen. Wszystko zależy od okresu w sezonie i gdzie akurat jestem.

Jakie ma pani nawyki żywieniowe?  Czy stosuje panie jakąś specjalną dietę? Czy jest pani może wegetarianką, weganką? Czy jedzenie mięsa ma dla pani jakieś znaczenie?

Nie stosuję żadnej specjalnej diety, nie mam problemów z wagą, stąd nie jest to konieczne w moim przypadku. Na pewno jestem fanką zdrowego żywienia, zatem zwracam uwagę na to co jem, chociaż pozwalam sobie czasem na chwile słabości, np. lubię jeść chipsy. Wiem, że są niezdrowie, ale pomimo to, czasem sobie na to pozwalam. Myślę, że każdy z nas tak ma. Staram się ograniczać mięso, jem go mało. W sezonie nie jest to łatwe, bo kiedy jedziemy na zawody to jem to, co dostanę. Jeżeli jest mięso i nie ma innego źródła białka, to nie mam wyboru, ale też nie mam z tym większego problemu.

W trakcie roku akademickiego gdzie Pani mieszka we Wrocławiu?

Mam mieszkanie, więc nie muszę wynajmować.

Jakie ma Pani plany na najbliższą przyszłość? Czy już zaczyna Pani myśleć o przygotowaniach do Igrzysk w Paryżu w 2024r.? Czy szykuje się Pani do kolejnych startów w najbliższym czasie?

Nie myślę na razie o przygotowaniach do kolejnego sezonu, bo dla mnie jeszcze obecny się nie zakończył. Przede mną jeszcze dwa lub trzy starty na Diamentowej Lidze, 5 września udział w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Chorzowie. Potem mam nadzieję na zasłużony odpoczynek, nie wiem jak długi, ale na pewno zrobię sobie przerwę w trenowaniu. Najwcześniej w październiku, listopadzie zacznę myśleć o przygotowaniach do następnego sezonu. 

Czy ma Pani jakieś plany wakacyjne?

Plany mam, ale nie wiem czy uda się je zrealizować, bo na tę chwilę mam bardzo napięty grafik. Chciałabym polecieć do Grecji, ale nie mam jeszcze konkretnych planów.

Kilka krótkich pytań;

Czekolada mleczna czy gorzka?

Mleczna

Ulubiona pora roku?

Lato

Ulubiona bajka z dzieciństwa?

Smerfy

Ulubiony kolor?

Różowy

Sukienka czy spódnica?

Sukienka

Ile ma Pani wzrostu?

174 cm

Kawa czy herbata?

Kawa

Ulubiony owoc?

Mango

Ulubiony aktor?

Johnny Depp

Marzenie podróżnicze?

Islandia

Góry czy morze?

Polska – góry.

 

Dziękujemy bardzo za spotkanie i za rozmowę.